|
Kyokushinkai Nazwa Kyokushinkai pochodzi od japońskich słów:
Kyoku - biegun, ekstremum, mistrzostwo Shin - prawda Kai - stowarzyszenie, organizacja
Na polski tłumaczone najczęściej jako ekstremum prawdy, dążenie do poznania prawdy, zaś pełna nazwa (kyoku-shin-kai-kan) oznacza stowarzyszenie na rzecz poznania ostatecznej (najwyższej) prawdy. W wolnym tłumaczeniu również droga ku prawdzie.
zajęcia:
wtorek i czwartek grupa I godzina 17.00
wtorek i czwartek grupa II godzina 19.00
Założycielem stylu był urodzony 27 lipca 1923, Koreańczyk, Choi Yeong-Eui, który po przybyciu do Japonii przybrał imię Masutatsu Oyama. Opuścił on szkołę Shotokan, krytykując ją za naukę karate bezkontaktowego. Stwierdził, że "Pokazywanie samych form karate jest jedynie tańcem nie godnym prawdziwego wojownika". Stworzona przez niego Międzynarodowa Organizacja Karate Kyokushinkaikan (International Karate Organization Kiokushinkaikan, w skrócie IKO) była do momentu jego śmierci w 1994 roku największą organizacją sztuk walki na świecie. Po śmierci Masutatsu Oyamy ogłoszono, że na mocy testamentu sukcesorem zmarłego i nowym liderem światowego kyokushin jest Akioshi Shokei Matsui.
Za kolebkę wszystkich dalekowschodnich systemów walki uważa się starożytne Chiny, a konkretnie klasztor Shaolin. Według źródeł historycznych, w roku 520 p.n.e. do Shaolin przybył Bodhidharma, w kulturze japońskiej znany jako Da-Mo, oświecony mnich z Indii albo Cejlonu. Zapoczątkował on Buddyzm Chan (po japońsku Zen), prąd umysłowy, który przeniknął wszystkie sztuki walki regionu azjatyckiego. Bodhidharma studiując techniki ataku zwierząt oraz siły natury, łączył je ze specjalnymi technikami oddychania i tworzył podstawy legendarnego systemu walki bez broni Kung-Fu. Jej technik nauczał mieszkających w Shaolin mnichów. Po zburzeniu klasztoru, wielu mnichów ruszyło drogami państw Azji nauczając przy tym sztuk walki.
W burzy dziejów systemy walki bez broni trafiły również na Okinawę, będącą w tamtym czasie ważnym ośrodkiem pośrednictwa handlowego pomiędzy Chinami i Japonią. Badacze historii karate przypuszczają, że nieustanny ruch kupców i marynarzy przyczynił się do tego, że Okinawa stała się kotłem, w którym mieszały się najróżniejsze wpływy kulturowe i dość często różne umiejętności walki. I tak przypuszcza się, że techniki uderzeń końcami palców nukite przywędrowały z pobliskiego Taiwanu. Techniki zahaczeń i uderzeń otwartą dłonią pochodzą z Chin, zaś kopnięcia prawdopodobnie również z Korei i północnych Chin. Nękane trudnościami społeczno-ekonomicznymi, państwo japońskie staje się miejscem wybuchów wielu powstań chłopskich, które z czasem przenoszą się również na Okinawę. W 1470 roku władze wydają edykt, zakazujący ludności posiadania broni oraz ćwiczeń o charakterze militarnym. Tłumiący zamieszki generał Toyotomi Hideyoshi zarządził m.in. konfiskatę broni wśród chłopstwa, tzw. katanagari (polowanie na miecze) posuniętą tak dalece, że chłopom nie wolno było posiadać nawet noży. Wkrótce wokół zakazu poczęły narastać konflikty. Niechętne stosowanie się do edyktu władz stało się przyczyną zaostrzenia sankcji. Za posiadanie broni karano całe rodziny, a sposób realizacji edyktu posunięto do absurdalnych, uciążliwych dla mieszkańców granic. W niektórych wioskach siekiery i noże przykuwano łańcuchem do słupa na środku wioski i tylko tam można było z nich korzystać.
Liczne represje spowodowały powstanie organizacji, których celem było nauczenie wieśniaków metod walki bez użycia broni. Istniały w owym czasie dwa systemy samoobrony. Pierwszy stworzył techniki walki wręcz bez użycia broni. Drugi, popularny wśród rolników i rybaków, wykorzystywał przedmioty codziennego użytku, głównie narzędzia rolnicze (kama, nunchaku, sai, tonfa). Treningi odbywały się w ukryciu, z zachowaniem ścisłej tajemnicy, wyłącznie nocą, w gronie osób zaprzyjaźnionych. Wybierano zazwyczaj ogrodzony teren jakiejś ustronnej posiadłości lub trudno dostępny rejon górski, czy leśny. Praktykowano głównie kata, tj. ćwiczenia bez przeciwnika, tzw. formy walki. Poszczególne ćwiczenia powtarzano w głębokiej ciszy tysiące razy na łonie dzikiej przyrody, w atmosferze nocy, zagrożenia, konspiracji i wytężonej, cierpliwej pracy. Jej efektem stał się oszałamiający wzrost sprawności i poziomu technicznego.
Na Okinawie, jeszcze przed okresem inwazji japońskiej, praktykowana była oryginalna sztuka walki, tym różniąca się od innych, że w znacznie większym stopniu wykorzystywała techniki pięści. To z kolei wymagało długotrwałego i cierpliwego hartowania. Efekty takiej pracy okazywały się wręcz niezwykłe. W muzeum narodowym na Okinawie eksponuje się tarczę z głęboko odbitym śladem pięści.
Japońska okupacja oraz wzrost przestępczości w tym okresie spowodował jeszcze silniejsze zainteresowanie sztukami walki. Zakaz posiadania i konfiskata broni były impulsem do powstania systemu te i kobudo. Nowe właściwości nadane ręce, powszechne wykorzystywanie pięści w różnych metodach ataku i obrony, ogromnie unowocześniły technikę i taktykę walki. Modyfikacja techniki poszła w kierunku uderzania po najkrótszej drodze gwałtownymi, sztyletowymi ciosami prostymi. Sztukę posługiwania się prostymi przedmiotami doprowadzono do takiej doskonałości, że odpowiednio wyćwiczony wyspiarz mógł za pomocą łańcucha czy cepa pokonać uzbrojonego samuraja. Ciągle należy pamiętać, że były to czasy, kiedy od umiejętności walki po prostu zależało własne życie.
Walka z uzbrojonym przeciwnikiem stała się zresztą głównym czynnikiem rozwijającym technikę walki. Wiele tradycyjnych bloków w dzisiejszym karate, nauczanych jako obrona przed ciosami, w rzeczywistości było obroną przed pałką, włócznią, czy mieczem. Specyfika tej walki narzucała określoną koncepcję taktyczną. Otóż dobrze wyszkolony żołnierz, biegle posługujący się bronią, tylko raz „dawał się nabrać” – zazwyczaj drugi poprawiony cios kończył walkę. Należało więc przyjąć zasadę, iż natychmiast po bloku musi nastąpić atak, i to atak śmiertelny.
Szczególnie trudno było walczyć z samurajem uzbrojonym w miecz katana. Była to broń ogromnie kosztowna. Jego posiadacz nigdy nie nosił jej od parady. O walce wręcz, z człowiekiem uzbrojonym w miecz, nie mogło być mowy. Broni tej nie można było chwycić rękami ani odepchnąć. Ciosy mieczem realizowane na sposób japoński sprzed siebie i znad głowy, były praktycznie nie do uniknięcia.
Karatecy z Okinawy stosowali w obronie sai – czyli przyrząd do sadzenia ryżu. Z jego posiadania zawsze można było się wytłumaczyć. W walce przeciwko samurajowi z mieczem rzecz polegała na tym, aby cios miecza przyjąć na gardę sai. Od tego momentu dziesiątki technik prowadziły bądź do wyrwania miecza z rąk, bądź do natychmiastowego zasztyletowania jego właściciela. Po pewnym czasie stosowanie sai stało się jednak podejrzane i użytkowników tego narzędzia w sytuacjach konfliktowych miano na „oku”.
Postanowiono więc opracować sposób obrony nie wymagający żadnych narzędzi, za pomocą gołych rąk. Proste techniki jujitsu, polegające na uchwyceniu ręki z bronią, dobre były przeciw napastnikowi nieporadnemu lub gwałtownemu, którego gniew czynił nierozumnym. Uniki również odrzucono jako metodę – nigdy bowiem ruch całym ciałem nie będzie szybszy i bardziej precyzyjny od ruchu wytrenowanej ręki. Pozostało jedyne wyjście – przyjąć cios mieczem na gołe ręce tak, aby ich nie stracić, po czym uderzyć raz i rozstrzygnąć walkę. Wymyślono technikę iście cyrkową, wymagającą nieprawdopodobnie zimnej krwi i precyzji – ostrze mknące na głowę atakowano podwójnym shuto soto uchi klinując je między krawędziami dłoni lub za pomocą bloku shuto mawashi uke na ręce przeciwnika zmieniając kierunek uderzenia. Cios w płaszczyźnie poziomej parowano przez zepchnięcie brzeszczota płaskimi dłońmi ku dołowi i przeskoczenie nad nim. Pozostałością po tej technice jest blok osae-uke. Wytrenowanie tych technik tak, aby były one skuteczne w rzeczywistej walce, wymagało koło miliona powtórzeń!!!
Niemal wszystkie bezprzyrządowe techniki to-de (tak nazywano na Okinawie ówczesną sztukę walki) miały na celu zabicie przeciwnika lub przynajmniej natychmiastowe i skuteczne jego obezwładnienie. Była to więc walka prawdziwie mordercza – bodaj czy nie bardziej okrutna w skutkach niż broń, przeciwko której ją kierowano.
Stosowanie to-de bardzo szybko zostało obwarowane szeregiem ważnych zakazów. Nie mogła to być umiejętność stosowana powszechnie – szybko spowodowałaby reakcje represyjne. Również skutki jej stosowania musiały stać w rozsądnej proporcji z wartością dobra, jakiego broniono. Istnieją dowody, że o działalności karateków dowiadywano się niekiedy raz na kilka lat. Jedna udana walka pobrzmiewała echem przez życie wielu pokoleń. Fakt, że karate wciąż było praktykowane, nie pozwalał zapomnieć o jego istnieniu.
Z mijającymi latami, w miarę jak rdzenna ludność Okinawy stapiała się narodowo i kulturowo z dawnymi najeźdźcami, opór zbrojny powoli tracił sens. Karate, wciąż jeszcze kultywowane w tajemnicy, stało się „sztuką dla sztuki”, będącą raczej starannie kultywowaną tradycją niż rzeczywistą potrzebą. W XIX wieku sytuacja wyglądała w ten sposób, iż wszyscy na wyspie wiedzieli, kto uczy karate i jak do niego dotrzeć, lecz jakby udawali, że nie wiedzą, co to jest karate. Poniekąd mało kogo jeszcze interesowała ta nieco archaiczna u progu wieku „żelaza i pary” umiejętność.
Jednocześnie trzeba uwzględnić i to, że Okinawa na przełomie XIX i XX wieku przeżywała poważne trudności ekonomiczne. Nędza zajrzała do wielu domów. Nocne riksze obsługiwali dawni mistrzowie miecza i karate, a niejeden pracujący ciężko w polu, nosił nazwisko, które ledwie przed kilku laty budziło strach, podziw i szacunek. Część dawnych mistrzów i instruktorów nie mogła znaleźć miejsca dla siebie – sfrustrowani, zniechęceni, schodzili nieraz na drogę bezprawia. Emigrowali na inne wyspy i do Japonii. Tam karate było sztuką nieznaną, sprawiającą wrażenie dzikiej i prymitywnej. Ów pogardliwy stosunek do karate znalazł odbicie w licznych dziełach literackich i filmowych – przykładem chociażby postacie braci Higaki ze znakomitego filmu „Saga o Judo”.
Życie jednak biegło naprzód, rodzili się i dojrzewali nowi ludzie, również i ci, którzy w najbliższych latach mieli stworzyć nowe, współczesne KARATE. |